Lek. Andrzej Jacyna: Jestem chodzącą historią systemu ochrony zdrowia w Polsce.

Rozmawiała Marta Markiewicz

ANDRZEJ JACYNA - lekarz, specjalista anestezjologii i intensywnej terapii, od 14 marca 2016 r. pełniący obowiązki prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia; wcześniej dyrektor: Branżowej Kasy Chorych dla Służb Mundurowych (1999-2001), Szpitala Grochowskiego w Warszawie, Mazowieckiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ (2005-2008), zastępca dyrektora ds. lecznictwa Szpitala Klinicznego im. prof. W. Orłowskiego CMKP w Warszawie (2008-2012). 1 lutego 2016 r. został powołany na stanowisko zastępcy prezesa NFZ ds. medycznych.

Gdy w 2016 roku Andrzej Jacyna pojawił się w centrali Narodowego Funduszu Zdrowia, wszystko wskazywało na to, że jego zadaniem będzie „zgaszenie światła” w tej instytucji. Życie napisało jednak scenariusz odmienny od szkicowanego w hasłach wyborczych. W 2018 roku Andrzej Jacyna nadal pełni obowiązki prezesa NFZ.

Rok 2017 był okresem dużych zmian w ochronie zdrowia. Które uważa pan za najistotniejsze dla działalności Narodowego Funduszu Zdrowia? I co uznaje pan za swój największy sukces w minionym roku?

Najistotniejszy dla mnie i Narodowego Funduszu Zdrowia był fakt, iż podjęto decyzję o tym, by instytucja ta mogła nadal funkcjonować. Uważam, że była to w tym czasie najlepsza decyzja dla systemu ochrony zdrowia. Jestem przekonany, że zarządzanie finansami przeznaczonymi na zdrowie przez odrębnego płatnika jest dobrym rozwiązaniem. Likwidacja funduszu w tamtym momencie była nie tylko trudna do realizacji, ale groziła również dużym chaosem w systemie. Dobrze się stało, że zdecydowano o odroczeniu decyzji w sprawie organizacji płatnika, a rozmowy na ten temat będą prowadzone w kolejnej kadencji, tak by móc spokojnie i w sposób przemyślany przygotować zmiany.

Tak duża zmiana powinna być bowiem właściwie zaplanowana. Cieszę się, że minister Łukasz Szumowski podkreśla w swoich wypowiedziach, iż trudno jest reformować system ochrony zdrowia bez uzgodnienia kierunków działań z całym środowiskiem, czyli wszystkimi przedstawicielami zawodów medycznych, organizacjami branżowymi, związkowymi, reprezentantami pacjentów oraz innymi interesariuszami. W 2017 roku udało nam się włączyć przedstawicieli pacjentów w toczące się w Narodowym Funduszu Zdrowia dyskusje. Cenię sobie merytoryczne pomysły zgłaszane przez to środowisko. Współpraca z organizacjami pacjenckimi to dobry kierunek działań i nowa jakość dialogu wyznaczana przez Ministerstwo Zdrowia.

W dyskusję nad kształtem systemu udało się również zaangażować przedstawicieli kluczowych środowisk lekarskich — kardiologicznego i onkologicznego. Prowadzimy wiele wspólnych prac, które zaowocują nowymi programami zdrowotnymi. Mamy pomysł utworzenia sieci onkologicznej, umożliwiającej koncentrację kadr i nakładów finansowych w ośrodkach dedykowanych onkologii. W warunkach funduszy, jakimi dysponujemy, oraz ograniczonych kadr działania tego typu, skupiające siły i środki, są po prostu niezbędne.

W trakcie wielu spotkań ze środowiskiem kardiologów powstał projekt opieki kompleksowej nad pacjentami po zawale mięśnia sercowego (KOS-zawał), kolejnym będzie program opieki koordynowanej nad pacjentami z niewydolnością serca (NS), obejmujący szerszą grupę pacjentów. To jeden z wiodących projektów do realizacji w najbliższych miesiącach i liczę, że do połowy roku uda się go uruchomić.

Dużo mówi się o opiece koordynowanej na poziomie poz oraz pilotażu, który ma ją poprzedzić. Jak będzie on przebiegał?

Projekt opieki koordynowanej w poz jest już gotowy i będzie kolejnym wyzwaniem do realizacji na ten rok. Jest on stosunkowo nietypowy, gdyż w jego przygotowaniu brali udział przedstawiciele Banku Światowego i Komisji Europejskiej. Głównym problemem, z jakim być może przyjdzie nam się zmierzyć, są głosy polemiki ze strony części organizacji zrzeszających pracodawców podstawowej opieki zdrowotnej, jak również Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce. Chcąc wyjść im naprzeciw, będziemy starali się uruchomić kolejny projekt mający charakter pilotażu, który zostanie opracowany wspólnie z tymi środowiskami. Chcemy, by był on alternatywą. Mam świadomość, że podstawowa opieka zdrowotna to trudny obszar, z zaawansowaną wiekowo kadrą lekarską i niedostateczną liczbą lekarzy. Dziś liczba pacjentów przypadających na jednego lekarza poz w Polsce jest zdecydowanie wyższa niż w innych państwach Europy. Liczymy się zatem z tym, że pilotaże mogą dać różne rezultaty, a proponowane rozwiązania mogą w niektórych miejscach napotkać opór środowiska. Jednak musimy pamiętać, że projekt opieki koordynowanej w poz jest projektem wieloletnim i nie możemy oczekiwać zmian w ciągu roku czy dwóch lat.

Jak można usprawnić działanie poz?

Minister Szumowski podczas posiedzenia sejmowej Komisji Zdrowia podkreślił konieczność zwiększenia zatrudnienia osób, które mogłyby odciążyć lekarzy i pielęgniarki w pracach administracyjnych. Przyjmujemy to z zadowoleniem. Dotychczas ograniczeniem były finanse publiczne przekazywane na ochronę zdrowia, na szczęście ustawa o 6 proc. PKB zdecydowanie zmieni tę sytuację. Wzrost nakładów przełoży się na zwiększenie zatrudnienia osób (np. absolwentów zdrowia publicznego), mogących odciążyć zawody medyczne od prac administracyjnych.

W trakcie tego samego posiedzenia sejmowej Komisji Zdrowia (24 stycznia) mówiono, że dużą w tym rolę może odegrać NFZ, zmieniając wymogi kadrowe stawiane przy kontraktowaniu...

Praca nad samym koszykiem jest rozłożona na trzy instytucje — ministerstwo, AOTMiT oraz NFZ. Uważam, że NFZ jako płatnik może aktywnie uczestniczyć w kształtowaniu nowych regulacji i nasze propozycje mogą stanowić punkt wyjścia do zmian w tym zakresie. Musimy zastanowić się nad uproszczeniem ścieżki tworzenia pewnych rozwiązań i jasnym podziałem kompetencji, co pozwoli na szybsze wprowadzanie niektórych zmian w systemie.

W 2017 roku prawdziwym wyzwaniem dla systemu było wdrożenie sieci szpitali. Jak proces ten wyglądał z perspektywy płatnika?

Projekt ustawy opracowywał minister Piotr Gryza i zespół pod jego kierownictwem. NFZ brał w tym aktywny udział, a zaangażowani w to byli nie tylko pracownicy centrali, ale również mazowieckiego oddziału funduszu. Wydaje się, że faza wdrożeniowa udała się bez niepokojących zjawisk na starcie projektu. Nie byłoby to możliwe bez ogromnego nakładu pracy zarówno ze strony centrali NFZ, jak również pracowników i dyrektorów oddziałów wojewódzkich. Dziś dochodzimy do momentu, w którym będzie można wstępnie ocenić ten projekt i zastanawiać się nad kolejnymi regulacjami, które umożliwiłyby poprawę funkcjonowania sieci. Ustawa o sieci szpitali jest pewnego rodzaju kompromisem pomiędzy rozwiązaniami proponowanymi przez ekspertów a decyzjami politycznymi w tym obszarze.

Konstanty Radziwiłł starał się oprzeć system ochrony zdrowia na dwóch filarach, przesuwając ambulatoryjną opiekę specjalistyczną w stronę szpitali. Z zapowiedzi nowego ministra zdrowia wynika, że rozważane jest aneksowanie umów na świadczenia specjalistyczne. Czy ta kwestia będzie również sprawdzianem dla NFZ w najbliższych miesiącach?

Pod względem liczby zawartych przez NFZ umów w skali kraju najwięcej dotyczyło właśnie ambulatoryjnej opieki specjalistycznej. Dodatkową trudnością przeprowadzanej w tym przypadku procedury konkursowej jest wymóg wizytacji świadczeniodawcy. Ponieważ ich liczba jest bardzo duża i wciąż pojawiają się nowe podmioty zainteresowane zawarciem umowy z NFZ, procedura ta wymaga odpowiedniego czasu. W ocenie niektórych dyrektorów dużych oddziałów wojewódzkich, takich jak mazowiecki, śląski czy małopolski, napięcia terminowe mogą być tak ogromne, że okres pięciu miesięcy może okazać się niewystarczający do przeprowadzenia całej procedury konkursowej. W tej sytuacji rozważamy aneksowanie umów w niektórych oddziałach lub w określonych obszarach na terenie oddziału. Dyrektorzy będą musieli ocenić, co jest wykonalne w tym terminie.

Jestem przekonany, że tam, gdzie będzie to możliwe, ogłoszone zostaną nowe postępowania konkursowe, natomiast tam, gdzie może zabraknąć czasu na przeprowadzenie całej procedury, wprowadzimy aneksowanie na czas minimalny, pozwalający na przeprowadzenie nowych konkursów. Te decyzje powinny zapaść w ciągu najbliższych dni.

Przyszedł pan do NFZ w lutym 2016 roku, a od połowy marca tamtego roku pełni pan obowiązki prezesa funduszu. Miał pan zgasić w nim światło, ale zdecydowano o odroczeniu likwidacji NFZ. Zapowiedzi te wpłynęły jednak dość mocno na ubytek kadr z tej instytucji. Jednocześnie pojawiają się oczekiwania, że NFZ będzie w stanie przetwarzać i analizować dane dotyczące całego systemu finansowanego z funduszy publicznych. Czy ma pan pomysł na naprawę sytuacji płatnika?

Jesteśmy w trakcie procedury konkursowej i rekrutacji nowych pracowników do zespołu analitycznego. Najważniejsze jest to, że po wielu latach zmieniło się podejście decydentów do problemów organizacji obsługi systemu ochrony zdrowia w Polsce. Uznano, że tak duże pieniądze publiczne muszą być wydawane pod pełną kontrolą, która wymaga określonej liczby osób do uszczelnienia i nadzorowania tego procesu. Nie da się tego zrobić poniżej 1 proc. wydatków administracyjnych, a tyle wynoszą koszty administracyjne NFZ. Żadna z instytucji ubezpieczeniowych na świecie nie ma tak małej kadry. To musi ulec zmianie. Mamy już „zielone światło” ze strony Ministerstwa Finansów. Pozwoli to nam rozwinąć nową jakość w NFZ, przejawiającą się w zbudowaniu silnego zespołu kontroli i analiz.

Wiele osób ocenia pana jako zwolennika reform i ewolucyjnego kształtowania systemu ochrony zdrowia, natomiast pan określa siebie jako żywą historię tego systemu.

Rzeczywiście, nie tylko byłem świadkiem, ale również tworzyłem zręby systemu ochrony zdrowia w Polsce. Przyznaję, że jestem chodzącą historią tego systemu. Patrząc na to wszystko z perspektywy płatnika, uważam, że wpisanie 6 proc. PKB na system ochrony zdrowia, było jednym z ważniejszych kroków, jakie podjęto w ostatnich latach. Jest to zapowiedź dobrego kierunku zmian, jakich w końcu się doczekaliśmy.

Mówiąc o historii, przypomina mi się sytuacja z 1980 roku, kiedy to podczas pierwszych protestów nowo utworzonej „Solidarności”, domagaliśmy się z panią Aliną Pieńkowską (przewodniczącą struktur ochrony zdrowia) wzrostu nakładów na zdrowie do poziomu 5 proc. Wówczas wydawało się to niezwykle wysokim odsetkiem. Z kolei gdy w 1995 roku prowadziliśmy głodówkę w Izbie Pielęgniarek i Położnych, na naszych sztandarach było wypisane żądanie 6 proc. PKB na zdrowie. Jak widać, hasła się nie zmieniły, ale trzeba było czekać przeszło 20 lat, żeby ten postulat finalnie zagwarantować w ustawie i zacząć go realizować.

Patrząc na możliwości finansowe Narodowego Funduszu Zdrowia w poszczególnych latach, to my w pewnym sensie cały czas „gonimy” historyczne zapisy i wprowadzamy w życie działania naprawcze związane z tym, co w systemie zastajemy. W planach mamy wyrównanie wycen świadczeń psychiatrycznych w poszczególnych województwach, wprowadzenie programu opieki koordynowanej, ale to wszystko wymaga dodatkowych środków finansowych, które można wydać poprawiając jakość leczenia i skracając czas oczekiwania na leczenie.

W tym kontekście namacalnym sukcesem był IV kwartał 2017 roku, kiedy to dzięki uruchomieniu dodatkowych pieniędzy z funduszu zapasowego, zaczęły się zmniejszać kolejki w kilku ważnych zakresach świadczeń, m.in. endoprotezoplastyce, operacji zaćmy oraz terapii WZW typu C. Te kierunki zostały uznane jako kluczowe — również z uwagi na osiągnięcie szybkich efektów zdrowotnych, wpływ na koszty pośrednie, spadek kosztów w ZUS, poprawę spływalności podatków do budżetu etc. Jaki był tego rezultat? Udało się skrócić niektóre kolejki nawet o 30 i więcej procent oraz wykonać kilkadziesiąt tysięcy dodatkowych zabiegów zaćmy, endoprotezoplastyki, więcej badań tomografii komputerowej i rezonansu magnetycznego.

W Ministerstwie Zdrowia pojawił się pod koniec roku pomysł dotyczący maksymalnego czasu oczekiwania pacjenta na świadczenie. Czy to rozwiązanie jest możliwe do wdrożenia z punktu widzenia instytucji, którą pan kieruje?

Jestem zwolennikiem tego, by świadczenia gwarantowane miały też gwarantowane terminy realizacji. Aby to jednak wdrożyć, bezwzględnie musimy skrócić obecnie istniejące kolejki. Jeżeli uda się nam to zrobić, wtedy należałoby stopniowo wprowadzać ustawowe terminy dla konkretnych zakresów świadczeń, a następnie rozszerzać o kolejne.

Jakie wyzwania czekają NFZ w 2018 roku?

Mam pomysł, by Narodowy Fundusz Zdrowia uznał rok 2018 za rok profilaktyki i pewne działania z tym związane zaczął od siebie. Chcę zaktywizować pracowników NFZ, czyli blisko 5 tys. osób, zachęcając ich do zdrowego trybu życia. Naszym celem będzie ograniczenie otyłości i nadwagi. W moim odczuciu to największy problem zdrowotny, wobec którego medycyna jest bezradna, ponieważ jego rozwiązanie zależy przede wszystkim od dobrej woli nas samych. Jestem przekonany, że łatwiej jest realizować tego typu wyzwania w grupie.

Rok 2018 będzie nie tylko próbą reorganizacji NFZ, ale również podjęcia dwóch dużych wyzwań w postaci pilotażu opieki koordynowanej w poz oraz w psychiatrii. W najbliższych tygodniach dokonywana będzie ocena pierwszego okresu działania sieci szpitali, która zadecyduje, co należy jeszcze dopracować. Wspólnie z Ministerstwem Zdrowia musimy też zareagować na napięcia, jakie pojawiły się na rynku pracy, związane z niewystarczającą liczbą kadr medycznych czy zmianą pokoleniową. Nowe, wkraczające do zawodów medycznych pokolenie ma zupełnie inne podejście do pracy, do czego musimy się przygotować organizacyjnie. Dlatego też warto byłoby ocenić, w kontekście sieci szpitali, które placówki są niezbędne, jeżeli chodzi o dyżury nocne. Myślę, że dobrym rozwiązaniem byłby powrót do dyżurów nocnych realizowanych przez wybrane jednostki w wąskich specjalnościach, np. laryngologii czy okulistyki. Ograniczenie liczby placówek dyżurujących pozwoli na lepsze zarządzanie zmniejszonymi zasobami kadrowymi i jednocześnie poprawi rachunek ekonomiczny szpitali.

Jesteśmy również na etapie zmian w systemie rozliczeń w szpitalnictwie — w trakcie realizacji jest wdrożenie tzw. ryczałtu przewidzianego siecią szpitali. Na to nakładają się kolejne programy opieki koordynowanej — nad pacjentem ze stwardnieniem rozsianym, udarem mózgu czy urazami wielonarządowymi. Chcemy, by pacjenci zmagający się z tymi problemami nie wychodzili ze szpitali z przekonaniem, że nie wiedzą, co dalej będzie się z nimi działo.

W 2018 roku zamierzamy także dokonać dużego przeglądu jednorodnych grup pacjentów (JGP), ponieważ w wielu przypadkach grupy te w rzeczywistości nie są jednorodne. W tym zakresie mam nadzieję na owocną współpracę ze świadczeniodawcami — wspólną ocenę zjawisk i próbę wypracowania zmian.

Kolejnym obszarem będzie wdrożenie rozwiązań projakościowych. Polegałyby one na ograniczeniu liczby podmiotów realizujących pewne wysokospecjalistyczne świadczenia. Zdecydowaliśmy się już na wprowadzenie tego typu rozwiązań do świadczeń koszykowych w zakresie ortopedii i od 1 stycznia zabiegi endoprotezoplastyki wykonywane są w wybranych ośrodkach. Na podstawie tych doświadczeń chcemy podobne zasady wprowadzić w innych obszarach zabiegowych, m.in. w onkologii, gdzie procedury wysokospecjalistyczne będą realizować specjalizujące się w tym ośrodki. To powinno poprawić jakość świadczeń i ograniczyć liczbę niepowodzeń czy powikłań pojawiających się w związku z realizacją procedur zabiegowych. Spodziewam się, że rozwiązania te mogą być szeroko dyskutowane, niemniej jednak uważam to działanie za konieczne dla poprawy bezpieczeństwa i jakości świadczeń udzielanych pacjentom.

Zarządzanie dużą instytucją, z ogromnym budżetem to wielka odpowiedzialność i niejednokrotnie stres. W jaki sposób stara się pan spędzać wolny czas, by odreagować napięcia życia zawodowego?

Był czas, gdy byłem bardzo aktywny fizycznie, niestety, z uwagi na kontuzję musiałem się nieco ograniczyć i obecnie jestem w okresie rehabilitacji. Jednak gdy tylko zdrowie mi pozwoli, zamierzam powrócić do mało znanej dyscypliny, jaką jest tchoukball, czyli rodzaj piłki ręcznej wrzucanej do małych bramek. Jest to świetna gra koedukacyjna o prawdziwie sportowym duchu.

Jestem również dość aktywny w takich zajęciach, jak żeglarstwo morskie, kajakarstwo i staram się każdy kilkudniowy urlop spędzać na wodzie. W młodości zajmowałem się turystyką górską i wysokogórską, szczególnie w okresie zimowym. Teraz staram się chodzić po nieco niższych górach.

 

Andrzej Jacyna znalazł się na Liście Stu 2017 najbardziej wpływowych osób w polskim systemie ochrony zdrowia, na której zajął 1. miejsce. 

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta bazy danych zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów zabronione.

Komentarze